• piątek, Luty 23
    Nie MUSISZ nic WRZUCAĆ, ale…! Cała PRAWDA na temat WOŚP! Tylko u nas w felietonie Piotra WROŃSKIEGO!

    Nie MUSISZ nic WRZUCAĆ, ale…! Cała PRAWDA na temat WOŚP! Tylko u nas w felietonie Piotra WROŃSKIEGO!

  • Warszawa, 13.01.2018


    Róbta zapałki! Dziewczynki czekają!

     

    W odróżnieniu od wielu przeciwników pana Owsiaka nie mam zamiaru rozprawiać o finansach, sugerowanych nieprawidłowościach, czy wręcz oskarżać kradzieże. To nie moja sprawa i niezbyt mnie to obchodzi, ponieważ ważniejsza jest dla mnie instytucja systemu „okrągło-stołowego” o nazwie WOŚP.

    Jak co roku od kilku tygodni narasta w mediach presja psychologiczna na ludzi, by wrzucali do puszek ciężko zarobione grosze w zamian za papierowe serduszko. Oczywiście, nie musisz wrzucać! Nikt cię przecież nie zmusza!

    Możesz minąć zmarznięte dzieciaki i przejść dalej! „Róbta”, przecież, „co chceta”. Możesz, tylko wówczas musisz znieść pełne nagany spojrzenia dzieci, ich rodziców i obserwujących cię dorosłych, ich uśmieszki oraz ironiczne uwagi pod twoim adresem. Zostałeś już skatalogowany i oznaczony, jako ksenofob, rasista, egoista i zaliczony do „ciemnogrodu”. Twoi sąsiedzi dowiedzą się o tym, a twoje dziecko będą palcami wytykać w szkole: „O to dzieciak tego, który nie chciał pomóc biednym umierającym noworodkom lub innym w potrzebie” i nie ważne jest to, że jako jedyny wśród oznaczonych papierkiem w kształcie serca zawsze zatrzymasz się na ulicy, by pomóc potrzebującemu, że nie uciekasz na drugą stronę ulicy, gdy widzisz upadek drugiego człowieka, tylko bez wahania rzucasz się, by wesprzeć go. To nie ważne, bo nie zostałeś oznaczony, otagowany czerwoną naklejką, która stała się swoistą hostią, obmywającą raz w roku codzienne grzechy oznaczonych.

    Przez rok mogłeś kraść i oszukiwać, robić świństwa bliźnim, ale jeśli raz do roku dasz coś do puszki, to uznają ciebie za dobrego człowieka, a nie tego zaganianego frajera, który podnosi leżącego. Wiesz o tym i dlatego ulegasz.

    Wrzucasz coś dla świętego spokoju, przyklejasz serduszko na kurtce, by inni widzieli i nie zaczepiali cię już, a w domu wyrzucasz je do śmieci. Jeśli jednak pracujesz w Mordorze, to zostawiasz, bo twój szef sprawdzi, czy okazałeś się „społecznikiem” w niedzielę. Przecież WOŚP to wspaniała proteza czystego sumienia. W dodatku telewizja co chwila informuje cię, że tylko WOŚP ratuje dzieci, noworodki i starców. Nie lekarze, nie szpitale, nie system zdrowia, a tylko fundacja pana Owsiaka. Oglądasz co pięć minut „cudownie” uratowane maluchy i ich „szczęśliwych” rodziców. Wszystko piękne oraz w HD. Jak więc, można nie dać nic zmarzniętym dzieciakom?

    Pamiętacie bajkę Andersena? Nazywam to przymusem psychologicznym, wykorzystującym mechanizm dziewczynki z zapałkami. Nie wiem, czy jest to termin psychologiczny, ale funkcjonuje wspaniale przez 26 lat. Od początku system wytworzył kanał, którym usprawiedliwia swoją niekompetencję, cynizm oraz swoją pazerność jednodniową „litością” nad zamarzającym dzieckiem. Mam jeszcze jedno skojarzenie: Brecht i „Opera za Trzy Grosze”. To tylko „trzy grosze” zarobione dzięki dzieciom biedaków, które nic nie naprawią. W dodatku, WOŚP stał się obecnie imprezą polityczną oraz ideologiczną, której celem jest zbudowanie obrazu relatywizującego zarówno dobroczynność, jak i jej sens.

    Raz można to znieść. Może dwa, lub nawet trzy, ale jeśli jest to cykliczne, staje się systemem, w którym nie ma nic spontanicznego, bo zimna kalkulacja zastąpiła naturalną ofiarność człowieka, kalkulując ile pudełek z zapałkami jest potrzebna dla jednej zmarzniętej jednostki dziewczęcej, by odnieść spodziewany zysk, pomnożony przez ilość jednostek. I może o to właśnie chodzi?

     

    Piotr Wroński

     



    (fot. facebook)