Kasia ZIELIŃSKA z Rafałem MASERAKIEM wykonują *** GESTY! Nie zgadniesz, jak się tłumaczą!

Kasia Zielińska prezentuje się tak: skromna fryzurka, niezbyt wysoka i szczuplutka. Wygląda bardzo grzecznie, a jednak…

 

A jednak gwiazda znana miedzy innymi z serialu Barwy Szczęścia, prywatnie prezentuje zupełnie inną stronę swojej osobowości.

A jaką? Pełną humoru! Niedawno razem z Elą Romanowską nagrały zabawny spot autopromocyjny <<< ZOBACZ TUTAJ>>>

Teraz Kasia zaprezentowała się z tancerzem Rafałem Maserakiem. Filmik wygląda tak, że… rożnie to się może kojarzyć 🙂

 

Tłumaczenia jednak są zupełnie niewinne:

 

„Dziewczyny, jeśli chcecie stracić nadprogramowe kilogramy… ĆWICZCIE Z MASERAKIEM 🤣
Właśnie nagraliśmy instruktażowe video. To naprawdę działa. Rano zjadłam bułkę pszenną z miodem, na obiad schabowego z ziemniaczkami, potem poćwiczyłam 10 minut z Maserakiem i już mam kilka centymetrów mniej w pasie, biodrach i udach. To dziala💪🏻 Nawet stopa spadla z rozmiaru 37 do 35. Zaczynam ubierać się na dziale dziecięcym👶🏻 Tylko pamiętajcie, żeby mieć odpowiedni strój do ćwiczeń. Najlepiej taki, jak na załączonym filmiku🆒 „

 

Filmik poniżej i co sądzicie o poczuciu humoru Kasi?

 

https://www.instagram.com/p/BrhJ5wxB5Ku/

 

BIG BROTHER powraca!!! KTO może wziąć UDZIAŁ w kultowym PROGRAMIE? (zwiastun)

Big Brother to jedno z pierwszych reality show obecnych w Polsce.

 

Program pojawił się w 2001 r. i od samego początku wzbudzał wiele kontrowersji, szczególnie dotyczących zupełnego braku prywatności uczestników, także w kwestiach intymnych.

 

Teraz Big Brother wraca i trwają castingi do programu. Jak słyszymy w zwiastunie:

 

„Niezależnie kim jesteś, co robisz, co myślisz, Big Brother szuka Ciebie!”

 

Słowem, do programu może zgłosić się każdy, ale… na pewno musi mieć wyrazistą osobowość.

 

Poniżej przedstawiamy zwiastun Big Brother’a, a do programu można zgłosić się TUTAJ.

 

 

 

klimasara, sld

Groziła SAMOBÓJSTWEM po tym, jak w SIECI opublikowano FILMIK z jej udziałem. DZIEWCZYNA określana jako „ANIOŁEK…” uznała, że zniszczono jej ŻYCIE bo…

Dobry wygląd to ważna sprawa, szczególnie w dobie Instagrama, na którym prezentowane są wyidealizowane wizerunki. Kobiety obecne na tym portalu, bez skrępowania prezentują swoje wdzięki, a prawie każde zdjęcie jest starannie wystylizowane.

 

Jednak życie poza Instagramem dla niektórych okazuje się zbyt trudne. Tak też jest z 22-letnią Justyną Klimasara (ps. Klimasakra) – działaczką młodzieżówki SLD, określaną jako „aniołek Lewicy”.

klimasara, sld
fot. instagram.com/justynaklimasara/

Klimasara na Instagramie zwykle publikuje swoje „gorące” zdjęcia. W tym tygodniu jednak postanowiła zaistnieć politycznie i nagrała kilka wypowiedzi dla portalu Inna Polityka. Jeden z filmików nich dotyczył Żołnierzy Wyklętych, a drugi Święta 1 maja.
Obydwa nagrania to zgrabne, polityczne wypowiedzi, które bez wstydu można pokazać szerszej grupie odbiorców. Jednak gdy video pojawiło się w serwisie You Tube, Klimasara dostała histerii!

klimasara, sld
Justyna Klimasara – screen z You Tube

Nie przedstawiając żadnych racjonalnych argumentów, histerycznie żądała usunięcia filmików. Wysyłała na przykład kilkadziesiąt maili w minutowych odstępach. Na racjonalne argumenty dotyczące tego, że nagrania wyszły dobrze i że przecież sama Klimasara chciała, by je opublikować i promować jej osobę – młoda działaczka SLD nie reagowała.
Dlaczego? Bo „aniołek Lewicy” na filmikach dostrzegł tylko jedno tj. Klimasara uznała, że „źle wyszła”, a to przecież prawdziwa „tragedia”! Twierdziła też, że te nagrania zniszczyły jej życie, ponieważ na nagraniu nie było widać zgrabnych nóg dziewczyny, a włosy nierówno się rozwiewały. Słowem: Klimasara wyglądała gorzej niż na zdjęciach, które publikuje w social mediach.

klimasara, sld
maile od Justyny Klimasara – screen Gmail

W związku z tym przez cały dzień młoda działaczka wysyłała do administratorów portalu kolejne maile i smsy z pogróżkami – grożąc sądem, szkalującymi wywiadami w mediach a przede wszystkim tym, że zrobi sobie krzywdę! Wieczorem przesłała (nieprawdziwą zresztą) informację, że jest właśnie szyta na ostrym dyżurze i załączyła zdjęcie pociętej ręki…

klimasara, sld
zdjęcie wysłane przez Justynę Klimasara – screen Gmail

Tego typu nacięcia z pewnością nie kwalifikują się do szycia. Jednak w obawie o zdrowie młodej działaczki SLD, która najwyraźniej ma problemy emocjonalne, filmiki usunięto.

Zaskakujący jest jednak finał tej historii. Bo można by się zastanawiać, co Pani Klimasara zrobi po tak „traumatycznych” przeżyciach? Czy naprawdę targnie się na swoje życie? Czy pożali się w social media? Czy może spełni swoje groźby względem administratorów serwisu?
Nic z tych rzeczy! W kilka godzin po całej „aferze”, młoda działaczka jak gdyby nigdy nic, na Twittera wstawiła zdjęcie swojej „anielskiej” buzi. Natomiast na drugi dzień na Instagramie i Facebooku pochwaliła się artykułem z portalu innapolityka.pl, który dotyczył właśnie jednego z usuniętych filmików! Artykuł można przeczytać TUTAJ.

klimasara, sld
post na Instagramie Justyny Klimasara

Cóż… jeśli tak pięknie ale tak histerycznie ma wyglądać „przyszłość Lewicy” (jak mówią o Klimasarze), to nie wróżymy dobrze tej opcji politycznej. Chyba, że pani Klimasara zejdzie z Instagarma na ziemię. I choć raczej się na to nie zanosi, to i tak tego jej życzymy…

 

fot. instragram, screen you tube, screen gmail

 

Czy CENTRALNE BIURO ANTYKORUPCYJNE tworzyło FIKCYJNE ŚLEDZTWA, aby firma znana z OCHRONY Jarosława KACZYŃSKIEGO mogła…

Czy premier Mateusz Morawiecki wiedział o nieprawidłowościach przy zawieraniu umowy między PKP a GROM GROUP na usługi związane między innymi z bezpieczeństwem podczas Światowych Dni Młodzieży w 2016 roku?

 

Jaką rolę w całej sprawie odegrał koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński i wiceminister infrastruktury Andrzej Bittel? Jaki wpływ na przebieg śledztwa miała bliska znajomość prezesa GROM GROUP z ministrem Kamińskim?

Czytaj na INNAPOLITYKA.PL

telefon, tarcza, telefon z tarczą, prl

W PRL’u to był szczyt TECHNIKI! Jednak współczesne PORÓWNANIE TELEFONÓW pokazuje, że…

Obecnie działanie i funkcje smartfonów wydają nam się czymś oczywistym. Jeśli jednak zastanowić się nad ich funkcjami, to mamy do czynienia z ogromnym skokiem cywilizacyjnym.

 

Jak wygląda porównanie telefonów analogowych ze smartfonami?

Na początek DESIGN: w dobie PRL’u telefony miały duże (jak na obecne warunki) wymiary i były telefonami stacjonarnymi. Do aparatu dołączony był kabel, na którego końcu umieszczono słuchawkę. Numer telefonu wybierano za pomocą tarczy – jeśli się pomyliłeś w numerze, trzeba było rozłączyć rozmowę i zacząć wybierać od nowa!

Smartfon np. LG V30 to zupełnie inna bajka. Niewielkich wymiarów (15×7,5 cm) ma kolorowy wyświetlacz zapewniający doskonałe odwzorowanie barw (np. w przypadku zdjęć czy filmów). Ekran telefonu jest dotykowy – czyli ma funkcje, o których kilka lat temu nam się nie śniło, a teraz są już oczekiwanym standardem.

Druga kwestia to FUNKCJONALNOŚĆ – powiedzmy sobie szczerze, że choć w czasach PRL posiadanie własnego telefonu (zamiast chodzenie na pocztę) i możliwość kontaktowania się z rodziną czy znajomymi, wydawało się wielkim komfortem, to jednak właśnie dzwonienie było jedyną funkcją takiego aparatu.

Jeśli chodzi o smartfony, to telefon ma wbudowany APARAT FOTOGRAFICZNY ze szklanym obiektywem F1,6 który poprawia zakres i jakość zdjęć, bez względu na jakość oświetlenia. Dzięki temu z powodzeniem może zastąpić aparat fotograficzny.

Smartfonem możemy nagrać też FILM, który dzięki trybowi Cine Video będzie miał żywe kolory i dobrą ostrość. Aparat ma też zoom i szerokokątne obiektywy, co gwarantuje wysoką jakość filmu.

Trzeba więc przyznać, że telefon z „tarczą” nie umywa się do smartfona! Co jeszcze potrafią współczesne telefony?

Mają na przykład funkcję rozpoznawania twarzy i głosu, czytnik odcisku palca, akcelerometr, żyroskop, czujnik odległości, kompas, barometr, czujnik widma kolorów. Jeśli chodzi o pisanie – w telefonie działa autokorekta, podpowiadanie słów i wprowadzanie za pomocą ścieżek.

 

Jak widać „szczyty” techniki szybko się zmieniają, a obecnie nie wyobrażamy sobie życia bez smartfonów, które mają coraz więcej funkcji i udogodnień.


art. sponsorowany

selfie, obóz koncentracyjny

Szokujące SELFIE z… Przeczytaj, GDZIE powstało i JAK fotografować, aby…

Wielu z nas pamięta czasy klisz do zdjęć. Dysponując zaledwie 36 klatkami, zdjęcia musiały być przemyślane. Teraz jednak…

 

W czasach cyfrowych aparatów i smatrfonów, wiele osób wykonuje tysiące fotografii wątpliwej jakości. Czasem pojawiają się też bezmyślne jak to uśmiechnięte selfie zrobione na terenie obozu Auschwitz(!). Robienie sobie „uśmiechniętego” zdjęcia, w miejscu zagłady, wydaje się być zupełnie nie na miejscu.

fot. screen twitter

 

Obecnie robienie tysięcy fotek nic nie kosztuje, a wywołać można tylko te udane zdjęcia.

 

Jednak czy to ma sens? Podpowiadamy, jak uniknąć oczywistych błędów i jak fotografować?

 

1. KTO/CO BĘDZIE NA ZDJĘCIU

Fotografujemy ludzi, zwierzęta, krajobraz czy budynki?

Na pewno każdy z nas widział zdjęcia znajomych z wakacji, na których jest ogromna budowla i mały człowieczek, który przed nią stoi. W ten sposób chcemy udowodnić, że „byliśmy tam”, ale zdjęcie nie ma wartości artystycznej.

Warto więc zastanowić się, co jest najważniejsze na naszym zdjęciu i właśnie to pokazać.

 

2. GDZIE ZOSTANIE ONO ZROBIONE

W pomieszczeniu czy na zewnątrz? W miejscu, gdzie mamy możliwość zaaranżowania tła czy też tam, gdzie zastajemy pewne okoliczności na które nie mamy wpływu? Jeśli możemy zaaranżować przestrzeń, to co nam będzie potrzebne (rekwizyty, zmiana ustawienia np. mebli)?

 

3. JAKIE BĘDĄ PANOWAŁY WARUNKI

Będzie jasno, ciemno? Zimno, ciepło? Tłoczno czy pusto?

Słowem, czy będą to komfortowe warunki czy też będziemy musieli borykać się z różnymi przeciwnościami?

 

4. JAKIEGO SPRZĘTU BĘDZIEMY UŻYWAĆ

Czy będzie to aparat fotograficzny (i jaki?) czy też telefon? Czy będziemy ustawiać parametry w aparacie czy też skorzystamy z automatycznych ustawień?

 

5. JAKIE JEST PRZEZNACZENIE ZDJĘCIA

Czy ma to być zdjęcie prywatne czy też do celów profesjonalnych? Dokumentujące jakieś wydarzenie (np. wakacje) czy też bardziej uniwersalne (np. pozowane sesje)?

Bez względu na to, czy używamy aparatu czy zdjęcia robimy smartfonem, warto poświecić chwilę, by zastanowić się nad tym, jak ma wyglądać nasze zdjęcie i uniknąć fotograficznych wpadek.

 

fot. screen twitter.com/PrincessBMM

 


art. sponsorowany

 

wroński, piotr, wroński, czas nielegałow, agent, sb, wywiad, agencja wywiadu

Kuchenne REWELACJE agenta WYWIADU! Były polski SZPIEG zupełnie ODLECIAŁ! Teraz w swoim programie opowiada o… (VIDEO)

„Upadły” agent

Piotr Wroński to były oficer wywiadu w Służbie Bezpieczeństwa (SB). Następnie jako „nawrócony” komunista przeszedł do pracy kontrwywiadowczej w Urzędzie Ochrony Państwa, potem w Agencji Wywiadu a na koniec zesłany działał jako rezydent w Londynie. Po wieloletniej pracy w wywiadzie, zamiast laurów i profitów, pana Wrońskiego boleśnie dotknęła ustawa dezubekizacyjna dotycząca obniżek emerytur.  Jak widać, nie skłoniło go to jednak go do podjęcia uczciwej pracy, tylko przełożyło się na wzmożenie działań mających na celu życie na koszt innych. 

 

Czy Wroński to oszust?

Dostając „tylko” 2 tysiące emerytury (niektórzy Polacy mogą marzyć o takiej kwocie), Wroński znalazł sobie ciekawy sposób na życie! Z własnej kuchni prowadzi na You Tube kanał o nazwie SWT TV i twierdzi, że utrzymuje się tylko z datków swoich subskrybentów.
Tymczasem nie dalej jak w grudniu 2017 r.  pobrał 2 tys. zł. za „konsultacje medialne”, które dotyczyły jego własnego kanału na YT. Pieniędzy jednak nadal było mało, więc styczniu tego roku, pan Wroński sprzedał prawa administracyjne do tego  kanału i – kolokwialnie mówiąc – zaczął wykręcać kota ogonem!

Już sama informacja o przyjęciu pieniędzy zaniepokoiła fanów byłego agenta. Jak czytamy w komentarzu na YT napisanego przez Simona T.:

 

„Cos mi sie tu nie podoba. Przyszedl do Pana jakis facet zaproponowal 10 tysiecy Pan sie zgodzil. A mowil Pan, ze jest niezalezny i nikomu sie nie sprzeda. Pozniej wspomina Pan, ze chcial Pan isc do Marcina roli w sprawie zawirowan na youtube a tamten gosc panu odradzil. Jakos 2 tygodnie temu mowil Pan ze ta sprawa Pana w ogole nie interesuje. Dwie sprzeczne informacje. Nie podobaja mi sie takie gry, uklady, zbieranie od ludzi pieniedzy, mowienie ze utrzymuje sie Pan tylko i wylacznie dzieki widzom, jednoczesnie robiac cos za plecami. Unsub. Jednak kto cale zycie gral, cale zycie grac bedzie.”

 

Następnie Piotr Wroński zablokował dostęp do kanału, firmie, której sprzedał prawa do jego administrowania! A wszystko dlatego, że…

 

Tajni agenci są wszędzie!

Wroński wysnuł wniosek, że wszystko to było inspirowane przez agenta rosyjskiego wywiadu(!). Obecnie prowokuje firmę, od której wyłudził 12 tys. zł. by pozwała go do sądu. Dlaczego? Tylko po to, by poznać dane osobowe domniemanych agentów!
O swym „odkryciu” oraz rzekomym wykupywaniu, bądź niszczeniu prawicowych portali, z pełnym przekonaniem opowiada na swoim kanale np. w nagraniu z dnia 11 lutego – TUTAJ – czy też w internetowej telewizji serwisu wRealu – program TUTAJ.

 

Jak żyć?

To nie koniec kreatywności pana Wrońskiego. W zakresie, który ma przynieść mu osobiste korzyści, sięga ona znacznie dalej!

Na przykład podpisał umowę z wydawnictwem FRONDA PL na napisanie książki dotyczącej jednej z operacji wywiadowczych. Powieść miała mieć tytuł „Oferent”. Wroński pobrał zaliczkę w kwocie 4000 zł. i gotowy tekst miał przekazać do 31 grudnia 2016 r., Jednak książka jednak do tej pory nie została wydana, bo – według naszych źródeł – były agent nigdy nie przekazał gotowego tekstu.
Następnie, najprawdopodobniej tę samą historię, która miała być powieścią dla wydawnictwa Fronda, opowiedział w wywiadzie-rzeka, jakiego udzielił w styczniu br. Marcie Szczecińskiej reprezentującej Portal Niezależny. O tym, że jest to opis tej samej akcji, świadczyć może chociażby tytuł konspektu książki-wywiadu, który brzmi: „Zdrajca, czyli krótki kurs obsługi oferenta”.
Spisany wywiad sam Wroński chciał zredagować po otrzymaniu stenogramu z nagrania. Książka miała być wydana w formie wywiadu (a nie powieści) właśnie po to, by wydawnictwo FRONDA nie pozwało agenta do sądu. Na koniec na swoim kanale cwany „agent” zapowiedział, że napisze powieść o „oferencie” i będzie ją publikował w płatnych odcinkach.
Jak widać, obrotny były esbek potrafi dany „produkt” sprzedać aż dwóm podmiotom, oba wystawić do wiatru, a następnie zrealizować wszystko samodzielnie.
Co więcej, choć Marta Szczecińska pracowała nad nagrywaniem wywiadu z Wrońskim przez dwa dni, a także prowadziła z nim korespondencję mailową, to były agent już kilkakrotnie stwierdził, że nigdy z nią nie rozmawiał!
Odświeżamy zatem pamięć byłego szpiega, publikując pierwszą część wspomnianego wywiadu.

 

Co się warzy w kuchni agenta?

 

Podczas nagrywania wywiadu, Wroński dwa dni spędził w hotelu, a koszt samej tylko „konsumpcji” wyniósł aż 459 zł.! Jak tłumaczył się były agent:

 

„W hotelu raz tylko zamówiłem sałatkę wieczorem i kawy. Trochę było „czterdziestek”, ale nie tylko sam.”

 

Trochę…?

Wroński nadaje swój program z kuchni. Zapewne nie bez przyczyny, bo przecież „pić się chce!”… 

Mania prześladowcza, węszenie podstępów tam, gdzie ich nie ma, oszukiwanie własnych subskrybentów i szafowanie oskarżeniami… tak wygląda choroba zawodowa byłego agenta.

 

Co dalej w sprawie? Będziemy informować Was na bieżąco!

 

 

 

fot. P. Wroński – You Tube/swt

Nie MUSISZ nic WRZUCAĆ, ale…! Cała PRAWDA na temat WOŚP! Tylko u nas w felietonie Piotra WROŃSKIEGO!

Warszawa, 13.01.2018

Róbta zapałki! Dziewczynki czekają!

 

W odróżnieniu od wielu przeciwników pana Owsiaka nie mam zamiaru rozprawiać o finansach, sugerowanych nieprawidłowościach, czy wręcz oskarżać kradzieże. To nie moja sprawa i niezbyt mnie to obchodzi, ponieważ ważniejsza jest dla mnie instytucja systemu „okrągło-stołowego” o nazwie WOŚP.

Jak co roku od kilku tygodni narasta w mediach presja psychologiczna na ludzi, by wrzucali do puszek ciężko zarobione grosze w zamian za papierowe serduszko. Oczywiście, nie musisz wrzucać! Nikt cię przecież nie zmusza!

Możesz minąć zmarznięte dzieciaki i przejść dalej! „Róbta”, przecież, „co chceta”. Możesz, tylko wówczas musisz znieść pełne nagany spojrzenia dzieci, ich rodziców i obserwujących cię dorosłych, ich uśmieszki oraz ironiczne uwagi pod twoim adresem. Zostałeś już skatalogowany i oznaczony, jako ksenofob, rasista, egoista i zaliczony do „ciemnogrodu”. Twoi sąsiedzi dowiedzą się o tym, a twoje dziecko będą palcami wytykać w szkole: „O to dzieciak tego, który nie chciał pomóc biednym umierającym noworodkom lub innym w potrzebie” i nie ważne jest to, że jako jedyny wśród oznaczonych papierkiem w kształcie serca zawsze zatrzymasz się na ulicy, by pomóc potrzebującemu, że nie uciekasz na drugą stronę ulicy, gdy widzisz upadek drugiego człowieka, tylko bez wahania rzucasz się, by wesprzeć go. To nie ważne, bo nie zostałeś oznaczony, otagowany czerwoną naklejką, która stała się swoistą hostią, obmywającą raz w roku codzienne grzechy oznaczonych.

Przez rok mogłeś kraść i oszukiwać, robić świństwa bliźnim, ale jeśli raz do roku dasz coś do puszki, to uznają ciebie za dobrego człowieka, a nie tego zaganianego frajera, który podnosi leżącego. Wiesz o tym i dlatego ulegasz.

Wrzucasz coś dla świętego spokoju, przyklejasz serduszko na kurtce, by inni widzieli i nie zaczepiali cię już, a w domu wyrzucasz je do śmieci. Jeśli jednak pracujesz w Mordorze, to zostawiasz, bo twój szef sprawdzi, czy okazałeś się „społecznikiem” w niedzielę. Przecież WOŚP to wspaniała proteza czystego sumienia. W dodatku telewizja co chwila informuje cię, że tylko WOŚP ratuje dzieci, noworodki i starców. Nie lekarze, nie szpitale, nie system zdrowia, a tylko fundacja pana Owsiaka. Oglądasz co pięć minut „cudownie” uratowane maluchy i ich „szczęśliwych” rodziców. Wszystko piękne oraz w HD. Jak więc, można nie dać nic zmarzniętym dzieciakom?

Pamiętacie bajkę Andersena? Nazywam to przymusem psychologicznym, wykorzystującym mechanizm dziewczynki z zapałkami. Nie wiem, czy jest to termin psychologiczny, ale funkcjonuje wspaniale przez 26 lat. Od początku system wytworzył kanał, którym usprawiedliwia swoją niekompetencję, cynizm oraz swoją pazerność jednodniową „litością” nad zamarzającym dzieckiem. Mam jeszcze jedno skojarzenie: Brecht i „Opera za Trzy Grosze”. To tylko „trzy grosze” zarobione dzięki dzieciom biedaków, które nic nie naprawią. W dodatku, WOŚP stał się obecnie imprezą polityczną oraz ideologiczną, której celem jest zbudowanie obrazu relatywizującego zarówno dobroczynność, jak i jej sens.

Raz można to znieść. Może dwa, lub nawet trzy, ale jeśli jest to cykliczne, staje się systemem, w którym nie ma nic spontanicznego, bo zimna kalkulacja zastąpiła naturalną ofiarność człowieka, kalkulując ile pudełek z zapałkami jest potrzebna dla jednej zmarzniętej jednostki dziewczęcej, by odnieść spodziewany zysk, pomnożony przez ilość jednostek. I może o to właśnie chodzi?

 

Piotr Wroński

 

(fot. facebook)

Masz STRONĘ INTERNETOWĄ lub PLANUJESZ założyć?! UWAŻAJ na tę FIRMĘ sprzedającą DOMENY! Bo gdy będziesz chciał…

Strona internetowa to w naszych czasach podstawa prowadzenia biznesu – i to zarówno dla jednoosobowych działalności jak i dużych korporacji.

 

Jednym z elementów koniecznych do posiadania własnej strony, jest opłacenie domeny. W Polsce funkcjonuje kilka firm i jedną z nich jest nazwa.pl. Nasza czytelniczka opowiedziała nam o kuriozalnej sytuacji, jaka spotkała ją w tej firmie – niech to będzie ostrzeżeniem dla innych!

 

Prowadzę działalność internetową i w nazwa.pl miałam już około 200 domen – opowiada pani Anna* – przedłużenie każdej z nich kosztuje na rok 99 lub 100 złotych, dlatego roczne utrzymanie domen kosztowało mnie ponad 20 tysięcy złotych.

 

Pani Anna chciała więc zmienić operatora domen na takiego, który dla dużych klientów ma znacznie lepszą ofertę. Do przeniesienia domen potrzebne są kody authinfo, czyli coś w rodzaju hasła, dzięki któremu domenę można przenieść do innej firmy.

I tu dla Pani Anny zaczęły się problemy.

 

Choć nazwa.pl to firma działająca w sferze internetu, to wymagano przesłania wniosku w formie drukowanej, ale nawet przesłanie przeze mnie wniosku, nie spowodowało wydania kodów – opowiada Pani Anna – Przy takiej ilości domen, zawsze którejś z nich kończył się okres abonamentowy i to był pretekst dla nazwy.pl do nie wydania kodów.

screen – nazwa.pl

Po kilku próbach załatwienia sprawy zdalnie, Pani Anna postanowiła pojechać do nazwa.pl osobiście.

Przez telefon poinformowano ją, że kody wydawane są od ręki. Na miejscu jednak okazało się, że jest zupełnie inaczej.

 

Nie miałam ze sobą wniosku o wydanie kodów, bo z rozmowy z konsultantem nazwa.pl wynikało, że nie jest to konieczne. W efekcie na miejscu jedna z pań wydrukowała dla mnie wniosek, który w kilka minut wypełniłam, jednak oczekiwanie na wydanie kodów trwało bardzo długo – mówi Pani Anna.

 

Ponaglana obsługa twierdziła, że potrwa to „jeszcze chwilę”, a potem, że „jeszcze chwilę”. Pani Anna zaczęła się już denerwować, bo przyjechała z daleka i faktycznie oczekiwała wydania kodów „od ręki”, tymczasem chyba wzięto ją na przetrzymanie.

 

W końcu po niemal dwóch(!) godzinach czekania (w tym czasie nie podano nawet kawy czy herbaty), Pani Anna otrzymała kody. Pracownicy nazwa.pl tłumaczyli się, że z ich poziomu wygenerowanie listy domen trwa dłużej, niż z poziomu panelu klienta. A do tego jeszcze trzeba wygenerować kody.

Pani Anna te tłumaczenia uważa za śmieszne. Po pierwsze, na początku pracownica informowała, że cały proces potrwa „chwilę”, a po drugie, firma internetowa na pewno ma możliwości systemowe, by tego typu działanie trwało kilka minut, a nie dwie godziny.

 

Jak rozumieć działanie nazwa.pl? Wygląda to na typowe utrudnianie życia klientom. Niestety w ten sposób ich się nie utrzyma. Tak więc, jeśli ktoś chce kupić domenę w nazwa.pl, to lepiej niech dobrze się zastanowi nad tą decyzją.


*imię zmienione

** Kod authinfo (Authcode, EPP) to ciąg znaków umożliwiający dokonanie transferu domeny, czyli przeniesienia obsługi domeny do innego akredytowanego rejestratora. /nazwa.pl/


fot. pixabay, screen – nazwa.pl