dzieci

Ta kobieta doświadczyła szoku! URODZIŁA dzieci, a potem nie mogła ich ZATRZYMAĆ

Ta kobieta urodziła dzieci innej pary. Jak się okazuje w klinice leczenia bezpłodności  takie pomyłki się zdarzają.

Na próby zajścia w ciążę para pochodząca z Azji wydała ponad 100tys. dolarów  Zamiast dwóch bliźniaczek przyszła mama urodziła dwóch chłopców. Musieli oni oddać dzieci ich bilogicznym rodzicom. Testy genetyczne potwierdziły, ze dzieci należą do całkiem obcych ludzi.

 

Przeciwko klnice CHA Fertility Clinic wytyczono proces sądowy zarzucając, że podczas zapłodnienia in vitro popełniono niewyobrażalny błąd. Kobiecie zaiplementowano niewłaściwe embriony.

Ekspert Jake Anderson podkreśla, że w klinikach leczenia bezpłodności takie pomyłki nie są rzadkością. Prawnik pary zaznacza, że młodzi ludzie doznali nie tylko strat materialnych, ale przede wszystkim emocjonalnych.

Do podobnego incydentu doszło w 2009 roku, kiedy w tej samej klinicie amerykanka Carolyn zapłodniona metodą in vitro urodziła obce dziecko.

 

ZOBACZ TEŻ:Oto jak PRZEŻYĆ ZDRADĘ. Terapeuta przedstawia PLAN NAPRAWCZY…

Źródło:onetwiadomosci/ pixabay

Promując własne PERFUMY, pomyliła KWIATY! Kuriozalna pomyłka CELEBRYTKI!

Nie każdy z nas musi wykazać się perfekcyjną znajomością kwiatów. Jednak jeśli promuje się własne perfumy, to wypadałoby wiedzieć, jaki mają zapach i jak wygląda kwiat, o którym się mówi.

Mająca 100 mln followersów celebrytka wykazała się jednak totalną ignorancją – pomyliła gardenie ze storczykami!

 

O kim mowa? To modelka Kim Kardashian, która na Instagramie zamieściła zdjęcie promujące jej perfumy KKWFragrance i dała podpis: Gardenie.

 

Gardenie wyglądają tak:

Storczyki tak:

 

A „gardenie” według Kim zobaczyć możemy na jej profilu na Instagramie (poniżej).  

Pomyłkę celebrytki oczywiście oczywiście skomentowali jej fani. Jeden napisał:

 

„Możesz nazywać je gardeniami, jeśli chcesz, ale są to STORCZYKI…”

 

Czyżby Kim zapomniała, że w razie wątpliwości zawsze można zapytać „wujka Google”?

 

źródło: huffingtonpost, fot. instagram, fototapety24, pixabay

Podczas transmisji na żywo doszło do fatalnej pomyłki. Kobieta mogła przez to umrzeć (VIDEO)

Popularna blogerka Ms. Zhang z Chin uchodzi za ekspertkę w od wellness i odnowy biologicznej. Niedawno próbowała przekonać swoje fanki do niezwykłych właściwości zdrowotnych aloesu. W tym celu w mediach społecznościowych przeprowadziła transmisję na żywo, podczas której jadła surowe liście aloesu.

 

Doszło jednak do fatalnej. Zamiast liści aloesu zjadła bardzo podobną i śmiertelnie trującą agawę. Już od pierwsze gryza blogerkę zdziwił smak i struktura rośliny. Miała gorzki smak, jednak kobieta kontynuowała transmisję.

 

Następnie poczuła, że jej usta zdrętwiały i mocno pali ją w gardle. Wtedy zrozumiała swój błąd i natychmiast przerwała nadawanie na żywo. Trafiła do szpitala z wysypką, poparzeniami i zatruciem pokarmowym. Nie obeszło się bez płukania żołądka.

 

Ms. Zhang miała sporo szczęścia. Nieodpowiednio przetworzona agawa może prowadzić do ostrej niewydolności wątroby i nerek, a w rezultacie do śmierci.

 

Transmisja nie trwała długo, w sieci pojawiło się jej krótkie nagranie:

 

kd, źródło: fakt, youtube

Rząd dwukrotnie pomylił się w kwestii programu 500+. Sprawdź czego nie wzięli pod uwagę

Dziennik Gazeta Prawna w środę poinformował, że rząd Prawa i Sprawiedliwości dwukrotnie pomylił się w kwestii programu Rodzina 500+. Chodzi o liczbę urodzin oraz wypłaty pieniędzy na pierwsze dziecko.

 

„DGP” przypomniała, że według początkowych zapowiedzi program Rodzina 500+ w 2017 roku miał kosztować 23,1 mld złotych. Tymczasem kilkanaście tygodni temu minister rodziny Elżbieta Rafalska poinformowała, że na świadczenia będzie trzeba wydać znacznie więcej, czyli 24,5 mld zł.

 

Czego nie przewidział rząd? Po pierwsze wziął pod uwagę pesymistyczną prognozę liczby urodzeń w kraju. Szacunki rządu opierały się na bardzo ostrożnych danych Głównego Urzędu Statystycznego opublikowanych w 2014 roku. Mimo zapowiedzi więcej dzieci rodziło się już zarówno w 2014, jak i w 2016 roku.

 

Drugi błąd znalazł się w obliczeniach dotyczących liczby wypłacanych świadczeń. Początkowo zapowiadano, że będą one przysługiwały na 3,7 tys. dzieci. Jednocześnie zgodnie z danymi przedstawionymi w maju jest ich ponad 3,9 tys. Według „DGP” liczba ta wzrosła prawdopodobnie z powodu większej ilości wypłat świadczeń na pierwsze dziecko. Zdaniem dziennika niektórzy rodzice mogli zataić część swoich dochodów, aby uzyskać pomoc finansową.

 

kd, źródło: onet

Nasi rodacy za granicą: wjechał w Anglii pod prąd, bo myślał, że jest w Polsce… Prawdziwy powód pomyłki jest OCZYWISTY

Do zdarzenia doszło w hrabstwie Somerset, w południowo-zachodniej Anglii. 50-letni Polak przebywający w Anglii kompletnie zapomniał o obowiązującej tam zasadzie lewostronnego ruchu. Mężczyzna wsiadł do samochodu i jakby nigdy nic wjechał na ulicę pod prąd. Pomyłka była spowodowana głównie uprzednim spożyciem alkoholu. W skutek wydarzeń Polak uderzył w inny pojazd.

 

Policjanci, którzy przybyli na miejsce kolizji zastali mężczyznę siedzącego na ławce. Z samochodu wyciekał płyn. Nie dało się ukryć, że mężczyzna był pijany, ledwo trzymał się na nogach. Kontakt z policjantami był utrudniony nie tylko z powodu stanu Polaka, ale również przez kiepską znajomość języka. Wspólnie udało się ustalić, że mężczyzna myślał, że jest w Polsce i obowiązuje go ruch prawostronny. Kiedy się zorientował, że jedzie źle było już za późno, doszło do zderzenia. Polak kierujący samochodem marki Renault uderzył w BMW.

 

Badanie alkomatem wykazało we krwi mężczyzny ponad 2 promile alkoholu. Co znaczy, że trzykrotnie przekroczył dopuszczalny przez brytyjskie prawo limit. Podczas przesłuchania Polak przyznał się do winy. Powiedział, że tego wieczoru wypił z kolegą sześć lub siedem piw i butelkę wina. Mężczyźni pili również dzień wcześniej.

 

Sprawa trafiła do sądu. Mężczyznę skazano na 180 godzin prac społecznych. Otrzymał również 28 miesięczny zakaz prowadzenia pojazdów. Polak musiał też pokryć koszty sądowe (85 funtów) oraz wypłacić taką samą kwotę zadośćuczynienia dla poszkodowanego kierowcy.

 

Źródło: polsatnews
kd

Tragiczna pomyłka. Armia zabiła własnych żołnierzy

W trwających od 9 dni walkach z rebeliantami o miasto Marawi na południu Filipin doszło do omyłkowego ostrzelania z powietrza własnych oddziałów przez filipińską armię, w rezultacie czego zginęło 10 żołnierzy, a 8 jest rannych – podało ministerstwo obrony.

 

Informacja o tragicznym incydencie została przekazana dziennikarzom w czwartek rano przez ministra obrony Delfina Lorenzano. Wysłał on wiadomość tekstową następującej treści:

 

„Grupa naszych ludzi ucierpiała z powodu uderzenia z powietrza. Zginęło dziesięciu. Ośmiu jest rannych. Czasami na wojnie wszystko spowija mgła”.

 

Minister dodał też, że bezpośrednią przyczyną uderzenia we własne jednostki „była niewłaściwie prowadzona koordynacja”.

 

Do zdarzenia doszło przy okazji operacji wymierzonej w islamskich ekstremistów. Wykorzystywane są w niej siły lądowe, a także helikoptery bojowe. W środę filipińskie czynniki wojskowe podały, że armia odbiła już 90 proc. terytorium kontrolowanego przez dżihadystów w Marawi. Informację przekazał rzecznik filipińskich sił zbrojnych Restituto Padilla, cytowany przez telewizję ABS-CBN.

 

Rebelianci z ugrupowania Maute wciąż kontrolują najważniejsze mosty w mieście Marawi. Według rzecznika armii ekstremiści na zajmowanych przez siebie terenach mogą ukrywać przywódcę Isnilona Hapilona oraz zapasy broni.

 

Armia chce w czwartek przejąć kontrolę nad całym miastem. Padilla poinformował, że wojsko kontroluje już wszystkie wjazdy do Marawi, a tym samym czuwa, by rebelianci nie dostali żadnego wsparcia.

 

Źródło: PAP
kd